Masz Pytania ? Dzwoń
91 482 32 32
91 483 70 70
Spóźniony rejestr - Wywiad Polskiego Trakera - listopad 2016

Spóźniony rejestr

Spóźniony rejestr - Rozmowa "Polskiego Trakera" z posłem Jerzym Polaczkiem, członkiem Komisji Infrastruktury, byłym ministrem transportu

Wywiad Polskiego Trakera - listopad 2016


Na początku października sejm przyjął nowelizację Ustawy o transporcie wprowadzającą rejestr przedsiębiorców transportowych oraz regulującą zasady postępowania administracji w kwestii dobrej reputacji przewoźników drogowych. Czy to była typowa nowelizacja, jakie mamy niemal co roku?

– To poważna nowelizacja, o istotnym znaczeniu dla regulacji transportu, które kreuje Komisja i Parlament Europejski. Niestety, choć poważna, to spóźniona o cztery lata, bo termin wdrożenia jej do polskiego prawa minął w 2012 roku. Nowelizacja daje polskim przewoźnikom podstawy do bezpiecznego, zgodnego z prawem wykonywania transportu w Europie. Wreszcie, ta nowelizacja zapewnia wymianę informacji między krajami UE poprzez istniejące w tych krajach rejestry elektroniczne przewoźników.

Jerzy Polaczek - członek Komisji Infrastruktury, były minister transportu

To był wymóg formalny, ale i praktyczny, biorąc pod uwagę znaczenie naszego transportu, a właściwie wiodącą rolę na rynku transportu europejskiego, gdzie kontrolujemy ok. jednej czwartej przewozów. I w tym kontekście jestem zdziwiony, że ten temat nie został priorytetem poprzedniego rządu. Ten fragment prawa europejskiego powinien być procedowany wcześniej, szczególnie gdy np. wymiana handlowa Polski z Francją to kilkanaście miliardów euro rocznie przewożone transportem drogowym. Tak więc zagadnienie obsługi transportowej dla takiej wymiany jest kluczowe dla każdego poważnego państwa. Chodzi tu o ochronę interesów naszych przedsiębiorców, ważną w sytuacji, gdy niektóre kraje próbują tak dopasować swoje przepisy, że interes naszych przewoźników może być zagrożony. Nie komentując zagadnienia od strony politycznej, mogę powiedzieć, że kwestie legislacji w infrastrukturze, w dostosowaniu naszego prawa do unijnego, były najbardziej spóźnione; podobnym przykładem były kilka lat wstecz opóźnienia z wdrożeniem przepisów wykonawczych do ustawy Prawo lotnicze.

Dlaczego tym razem proces legislacyjny poszedł szybko?

– Należy podkreślić działania Ministerstwa Infrastruktury i Spraw Zagranicznych szczególnie w relacjach polsko-francuskich. Wypracowano rozwiązania przejściowe, znosząc zagrożenie powstałe w lipcu, gdy weszły we Francji nowe przepisy, tzw. Loi Macron.

W sejmie prace legislacyjne przebiegały w sposób sprawny i dojrzały, tym bardziej że podkomisja powołana w ramach Komisji Infrastruktury do tej nowelizacji poprosiła Ministerstwo Infrastruktury o przerobienie przepisów związanych z utrzymaniem tzw. dobrej reputacji. Chodziło o to, by nie była ona nadregulacją w stosunku do prawa europejskiego. Ministerstwo prowadziło latem konsultacje z branżą transportową, merytoryczne, ale bardzo trudne, po to, aby maksymalnie zliberalizować te przepisy o tzw. dobrej reputacji, aby jednocześnie zachować zgodność naszej ustawy z prawem unijnym.

Kilkuletnie opóźnienie w dopasowaniu naszego prawa do europejskiego trzeba widzieć w świetle nowej dyrektywy z marca 2016 r. (2016/403), która była uzupełnieniem podstawowej regulacji z 2009 roku. Mowa tu o klasyfikacji poważnych naruszeń Prawa transportowego, które mogą prowadzić do utraty dobrej reputacji przez przewoźnika. Te przepisy będą musiały być w odpowiednim momencie też implementowane do Ustawy o transporcie. Za rok, najdalej za dwa.

– Niezupełnie. Trzeba to jednak widzieć trochę osobno. Ta klasyfikacja naruszeń to jakby sposób ważenia, oceniania przewinień i naruszeń, których mogą się dopuścić przewoźnicy. I to będzie miało swoją osobną ścieżkę legislacyjną. Natomiast obydwie nowelizacje regulują ten sam obszar transportu.

Czy można dziś założyć , że uda się nam uniknąć konsekwencji tych czterech lat spóźnienia naszego prawa?

– Sejm, przyjmując nowelizację Ustawy o transporcie 6 października, uchyla zagrożenie wynikające z orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE, niekorzystnego dla nas, bo wynikającego z niedostosowania prawa polskiego do europejskiego. Inaczej mówiąc, nadrabia czas, który został stracony.

Nowelizacja została przyjęta dość szybką ścieżką, bo legislacja zaczęła się w kwietniu…

– 12 maja było pierwsze czytanie projektu, który został złożony przez resort w kwietniu…

…czyli całość zajęła ok. 5 miesięcy.

– Czas był dobry, a trzeba odnotować, że ustawa została przyjęta jednogłośnie, co mówiąc językiem polityki, nie jest regułą każdej kadencji sejmu. Sprawny przebieg legislacji świadczy o tym, że ministerstwo odrobiło swoje zadania, prowadząc w trakcie prac parlamentarnych negocjacje z przewoźnikami. A po drugie – pamiętało, by przepisy o utrzymaniu dobrej reputacji nie stanowiły nadmiernej represji dla naszych firm transportowych. Ta elastyczność prowadziła do przyjmowania poprawek w konsensusie. Było kilka wniosków zgłoszonych przez posłów opozycyjnych, które przyjęto na tej zasadzie.

W czasie prac legislacyjnych spór dotyczył kwestii, jak bardzo mocno zacieśniać przepisy zagrażające utratą reputacji.

– Strona związkowa miałaby słuszne pretensje, gdyby przeszedł pierwotny projekt, oceniany przez branżę jako nadmiernie restrykcyjny. W tamtej wersji konkurencyjność naszych firm byłaby bardziej uzależniona od podejścia i ocen służb kontrolnych w innych państwach. A z kolei zagraniczni przewoźnicy byliby lepiej chronieni przez swoje prawo. Tego uniknęliśmy. Z efektu ostatecznego jestem zadowolony. Na pewno ten zakres regulacji wprowadzony nowelizacją będzie w niedalekiej przyszłości przedmiotem dokładnej analizy.

Ale termin wprowadzenia elektronicznego rejestru przedsiębiorców transportowych przesunięto…

– Tak, pierwotny termin zaproponowany na kwiecień przesunięto na grudzień 2017 r. Kierowaliśmy się tu potrzebą zarezerwowania wystarczającego czasu, by GITD mógł prawidłowo wyłonić wykonawców rejestru. Ja, przedkładając projekt sejmowi jako sprawozdawca, rekomendowałem ministrowi, by wnikliwie np. przeanalizowali koszty wdrożenia rejestru, które w pierwszej wersji mogły być relatywnie droższe od rejestrów w innych krajach. Będziemy o to pytali ministra. Bo chodzi o to, by nie przepłacać.

A ile miałby kosztować rejestr?

– To pytanie do ministerstwa.

Rejestr będzie się składał z trzech list: przedsiębiorców mających uprawnienia do wykonywania transportu, naruszeń przepisów i osób niezdolnych do wykonywania funkcji zarządzającego transportem. Jak w praktyce będzie działał rejestr, kto będzie aktualizował i udostępniał te dane, dlaczego akurat trzy takie listy?

– Rejestr będzie prowadzony przez głównego inspektora transportu drogowego, będzie powszechnie dostępny (dla niektórych danych), a to będzie stanowiło podstawę dla klientów pragnących zweryfikować wiarygodność przewoźników. I będzie pomagał w dokonaniu wyboru właściwego usługodawcy na rynku. Wymiana danych z rejestru umożliwi lepszą współpracę Polski z innymi krajami UE, co ma znaczenie przy zamawianiu usług transportowych. Działanie rejestru będzie więc dwustronne.

Podział zaś na trzy listy wynika z samej istoty tego, do czego dana informacja jest klientowi potrzebna. Z jednej strony jest to informacja o firmach uprawnionych do wykonywania transportu, a już z tym w przeszłości bywały problemy. A dalej, stan ewentualnych naruszeń przepisów będzie stanowił "przesłankę ostrożnościową" dla potencjalnego usługobiorcy. Potrzebne są przepisy wykonawcze do ustawy i tym zajmie się resort transportu.

Naruszenia mogą skończyć się albo odebraniem uprawnień, albo np. ograniczeniem firmie ilości wypisów (czyli ciężarówek) i tu w myśl ustawy można stracić 30, 60 albo nawet 80 procent wypisów. To trochę skomplikowany system, biurokracja, nie dało się tego prościej napisać?

– Dałoby się może, gdyby nie to, że mówimy o obszarze gospodarki regulowanym przez państwa europejskie. Są tu więc pewne obostrzenia konieczne dla zgodnego z prawem wykonywania tego zawodu. Z racji wielkości obrotów w transporcie drogowym regulacje mogą być uznawane za surowe, ale też adekwatne do znaczenia tej gałęzi gospodarki. Na pewno ta nadregulacja europejska może nawet wpływać na koszty, ale to się odbywa z myślą o ochronie klienta, jak i budowaniu konkurencyjnej gospodarki opartej na podobnych wymogach w różnych państwach unijnych.

Ta nowelizacja jest kompromisem?

– Tak, chodziło o wdrożenie prawa europejskiego, ale jednocześnie o racjonalną ochronę interesów polskiego sektora transportowego.

Dziękuję za rozmowę.

Tekst: Aleksander Głuś

Znajdujące się w serwisie treści i obrazy są chronione prawem autorskim.

Kopiowanie, rozpowszechnianie i przedruki w jakiejkolwiek formie bez zgody firmy NET POLSKA - ZABRONIONE.

NET POLSKA
71 - 001 Szczecin, ul. Południowa 15,
091 483 70 70 (tel.), 091 482 32 32 (fax.)
www.netpolska.com
copyright © 2001 - 2019